niedziela, 6 stycznia 2013

Moje ciało - moje więzienie 3


  • Jestem! - Anka krzyknęła wprost do głośnika domofonu. 
  • Chryste! Głośniej nie mogłaś? - Zabrzmiał głos Darii, która starała się zachować powagę, jednak nie mogła ukryć tłumionego śmiechu.
  • Hmm... W sumie... - Nabrała powietrza czekając aż Daria się złamie.
  • Nie! - Dziewczyna szybko otworzyła bramę i dodała obrażonym głosem. - Nienawidzę cię...
  • Tak, wiem, ale też trochę mnie kochasz. - Z tymi słowami Anka weszła do środka. Wchodząc po schodach prowadzących do mieszkania przyjaciółki nerwowo obciągała rękawy koszulki. Był środek lata, a ona nosiła wyłącznie koszulki z długimi rękawami. Nie chciała, by Daria znowu dowiedziała się o nowych bliznach; widziała jak na dłoni jak w ciągu sekundy jej twarz zmieniała wyraz. Nie chciała jej smucić, ale potrzebowała opowiedzieć komuś o tym, co siedzi w jej głowie. 
Daria starała się jeszcze przez chwilę zachowywać surowy wyraz twarzy, ale w towarzystwie Anki nigdy jej się to nie udawało. Nie mogła pojąć jak ktoś tak radosny, piękny, ciepły, szczery i zabawny może każdego dnia zmagać się z pytaniem: "żyć albo nie żyć". Jednak linie na jej rękach pomagały innym w przypominaniu sobie, że "ta osoba ma problemy, nie powiem jej więc czegoś wprost, bo się załamie" lub "dam tej osobie więcej czasu na oddanie zadania domowego, bo jeżeli coś sobie zrobi, to wszyscy będą winić mnie"... Zupełnie jakby "ta osoba" nie tkwiła w każdym z nas... Każdy ukrywa to w inny sposób; inni nie starają się nawet tego ukryć, a dla jeszcze innych ukrycie tego nie jest do końca możliwe, nawet jeżeli starają się jak nigdy. Daria nie mogła nie zwrócić uwagi na to, jak jej przyjaciółka uporczywie ściskała rękawy swojej koszulki.

  • A ty co się tak zawiesiłaś? - Anka wyrwała ją z zamyślenia.
  • Nie, nie, nic. Co się stało, że tak bardzo nie chciałaś spać w domu?
  • W sumie to nic takiego... - Chciała powiedzieć przyjaciółce, że "tak, coś się stało", "tak, nie panuję nad sobą", ale jakaś część jej bała się, że znowu zawiedzie Darię. Wiedziała też, że tamta zapyta jeszcze raz... i drugi... i trzeci... i dziesiąty, bo widzi, że coś nie jest w porządku. Anka czuła się z tym okropnie. Wiedziała, że zachowuje się jak ostatnia egoistka, ale nic nie mogła na to poradzić.
  • Przecież widzę, że coś cię dręczy. No już, będzie ci łatwiej.
  • Oj, to nie jest istotne. - Anka zastanawiała się ile jeszcze będzie w stanie ciągnąć tą nieudolną próbę oszukania przyjaciółki, ale i samej siebie zanim wybuchnie.
  • Ok, jak tak uważasz... - Daria zamknęła temat i wyszła z pokoju zostawiając Ankę samą z jej myślami. Przez chwilę ta siedziała po cichu starając się uspokoić, jednak nie musiała czekać długo zanim nadeszło to, czego obawiała się coraz bardziej.
  • Wszystko twoja wina, znowu twoja wina. - Szeptała na wpół bezwiednie przeszukując torbę w poszukiwaniu czegoś metalowego i błyszczącego, co w tym momencie rozwiałoby jej wszystkie smutki. A nawet jeżeli nie, to i tak wolała to mieć za sobą. Nie mogąc na nic natrafić, wyciągnęła z piórnika temperówkę. W końcu blaszka w środku była metalowa. Wykręcenie śrubki zębami zajęło jej kilka sekund, problemem okazało się to, że na przegubie jej ręki nie było już miejsca wolnego od bruzd. Anka szybko przeanalizowała opcje, po czym zsunęła odrobinę spodnie przykładając do nich blaszkę. Zatopiła ją w swoim ciele. To była ostatnia rzecz, którą pamiętała, zanim osunęła się na podłogę...

1 komentarz:

  1. Calkiem spoko, bede czytal kazdy kolejny wpis jaki sie pojawi :P

    OdpowiedzUsuń