niedziela, 17 lutego 2013

Moje ciało - moje więzienie 5


  • Anka śpi, rozmawiałyśmy długo i zasnęła. Tak, jest w moim pokoju, proszę się nie martwić, wszystko jest w porządku.
  • Dziękuję, że o nią dbasz Daria, ale proszę cię, sprawdzaj co chwilę, czy nic sobie nie robi. - Słowa Pani B. wstrząsnęły Darią, ale nie dała tego po sobie poznać.
  • Mhm... oczywiście, dobranoc. - Odłożyła słuchawkę i oparła głowę o ścianę. Siedziała na podłodze w kuchni dobrą godzinę zastanawiając się, co ze sobą zrobić. Wcześniej tego wieczoru doznała wstrząsu, po którym nie mogła się pozbierać. Anka zrobiła sobie krzywdę. W jej domu. W jej pokoju. A ona była za ścianą i nie powstrzymała tego. Gdyby tylko otworzyła drzwi kilka minut wcześniej. Gdyby powiedziała swojej mamie, z którą wcześniej rozmawiała przez telefon, że oddzwoni za niedługo. Gdyby nie była tak... beznadziejna. Wiedziała, że nie może pomóc Ance, bo nie ma tego samego problemu, chociaż oddałaby wszystko, gdyby było to zapewnieniem, że przyjaciółka poczuje się lepiej. Próbowała kilka razy przeciąć swoją skórę, ale Bóg jej świadkiem, że nie mogła. To przez to, że była słaba? To przez to, że bała się bólu? To przez to, że nie jest w stanie pomóc Ance?
    Z drugiej strony wiedziała, że stara się bardziej niż Pani B., która bała się możliwości swojej córki. Pozwalała jej na wszystko, czego tamta chciała, z obawy, że Anka się skrzywdzi. Daria wiedziała jednak na pewno, że przyjaciółka nie potrzebowała kolejnej osoby, która będzie się nad nią użalać czy litować. Potrzebowała zaufania bliskich osób, choć nie trudno było się zorientować, że czasem ją to przerasta. Daria była pewna, że dziewczyna jest bardziej rozdarta niż wszystkim innym się to wydaje. Z jednej strony chce otworzyć się na pomoc innych, bo sama wie, że jej to pomaga; z drugiej jednak ma dość bycia w centru uwagi ze swoim problemem. Daria westchnęła. Coś za coś. Przynajmniej Anka potrafiła mówić otwarcie o swoim problemie. Ona sama nie mogła się na to zebrać. Spojrzała na zegarek wiszący na przeciwległej ścianie: pięć minut po północy. Nie licząc szklanki kakao rano na śniadanie, ostatni posiłek jadła wczoraj o 16. Wypadałoby coś zjeść... Wstała z posadzki, otworzyła lodówkę, dokładnie zbadała każdy produkt, po czym zamknęła ją i wróciła na swoje miejsce na podłodze. Złapała się za brzuch, mogła niemal poczuć poranne kakao wracające jej do gardła, znów wstała, podbiegła do koszyczka z lekami. Znalazła odpowiednie opakowanie, wyjęła 2 tabletki, które szybko połknęła. Nie lubiła myśleć o własnym problemie, uważała bowiem, że Anka jest znacznie ważniejsza niż ona sama, która czasem je za mało. Przecież nie może przez to stracić życia, po co w ogóle o tym myśleć? Za to Anka mogła w każdej chwili stanąć na krawędzi... Chociaż czy ona już na niej nie stała? Jeżeli często nawiedzały ją męczące myśli o samobójstwie, to czy nie znaczyło to, że ona na tej krawędzi stała od dawna, a inni po prostu trzymają ją bliżej jednej strony? Daria wyobraziła sobie siebie i przyjaciółkę, które kiedyś wychodząc na podwórko huśtały się na swojego rodzaju równoważni. Były wtedy niemal równej wagi, więc belka szła w górę ze strony tej dziewczynki, która na chwilę zapominała o uporczywym wychylaniu się  pod każdym możliwym kątem, żeby tylko zostać na dole jak najdłużej. Czy to znaczyło, że życie jej najlepszej przyjaciółki zależało od tego jak długo Daria wytrzyma w bezruchu? Albo ile osób będzie w stanie zebrać, żeby usiadło z jej strony, żeby przytrzymać Ankę jak najdłużej najdalej od ziemi? Pokręciła głową. Nie. Nie będzie znowu się dołować, przypisywać każdemu zdarzeniu zbyt wielu dodatkowych znaczeń, wyobrażać sobie najczarniejszych scenariuszy. Sięgnęła po pilot od radia i włączyła pierwszą działającą stację.

    Breathe in, hold it, hold it
    Go on, begin
    To let go, 'cause there's no
    Reason
    I'm turning myself
    Into somebody else
    Calm down, calm down, calm down
    I'm holding a heart here in my hand
    Hey, hey, hey
    My own work of art here where I stand
    Hey, hey, hey
Daria przygryzła wargę starając się powstrzymać od płaczu. Pomyślała od razu o Ance, która sama "stworzyła" rany na swoim ciele, a teraz patrząc na nie czuje odrazę wobec samej siebie.

Give in, it's so hard to start
Live in my skin
The bruises are useless
Against it
I'll try all I can
To find a soft place to land
Come down, come down, come down

Ale Daria nie potrafiła się uspokoić. Nie potrafiła już nic zobaczyć przez łzy zasłaniające jej widok. Wiedziała, że Anka starała się jak mogła, żeby nie sprawiać innym problemów swoją osobą, ale tak już musiało być. Daria wolała znać najbardziej straszną prawdę, niż sama dodawać sobie niepotrzebne tłumaczenia i powody zachowań przyjaciółki. Była ona dla niej ważniejsza niż wszystko inne. Oddałaby za nią własne życie bez zastanowienia, gdyby było to możliwe.... Ale niestety nie było.
Breathe in, hold it...