wtorek, 15 stycznia 2013

Moje ciało - moje więzienie 4

Anka przechadzała się po parku rozmyślając nad tym, jak wiele jej się w życiu udało, jak bardzo wdzięczna jest za przystojnego chłopaka, pracę, którą lubiła, wielu uśmiechniętych przyjaciół, piękne mieszkanie w centrum miasta... Współczuła przechodzącej obok nastolatce, mającej na sobie bluzkę z krótkim rękawkiem; można było bez trudu zauważyć przecinające się linie na jej skórze. Anka spojrzała na swoje ręce - idealnie gładkie, lekko opalone z małym tatuażem 'be still' na nadgarstku prawej ręki. Nie tak dawno temu sama była nastolatką z mnóstwem problemów na głowie, jednak była wdzięczna losowi za to, że nauczyła się akceptować je, rozumieć i pokonywać. Na końcu alejki zauważyła machającą do niej Darię - swoją najlepszą przyjaciółkę od zawsze. Obydwu dziewczynom życie ułożyło się lepiej, niż się tego spodziewały, były szczęśliwsze niż kiedykolwiek. Anka podniosła głowę w górę w stronę jasno świecącego słońca i uśmiechnęła się do swoich myśli.
Światło.
Jasne światło.
Bardzo jasne światło.
Nie widziała nic poza nim.
Anka mrugnęła kilka razy i z trudem powoli uniosła powieki.
Światło.
Jasne światło.
Bardzo jasne światło.
A wokół niego przestrzeń.
Biała przestrzeń.
Po chwili dotarło do niej, że światło wychodzi ze szklanej kuli... zawieszonej na sznurku...
Podniosła do góry rękę. Spostrzeżenie czerwonych blizn na niej nie było trudne. Dziewczyna westchnęła.
Rzeczywistość to było to, czego obawiała się najbardziej.

Nagle poczuła, że ktoś potrząsa jej dłonią.
Woła ją po imieniu.
Znała ten głos.
Daria.
Daria była tutaj jak zwykle dbając o nią bardziej niż o siebie.
Daria, po której policzkach spływały łzy.
Dlaczego płakała?
Anka rozejrzała się - była w pokoju swojej przyjaciółki. Leżała na ziemi. Wtedy poczuła ból przeszywający jej uda. Spojrzała w dół i wtedy dopiero zorientowała się, że leży w kałuży krwi. Przypomniała sobie...

  • O nie....

niedziela, 6 stycznia 2013

Extra

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że, zdawać by się mogło, nasze najmocniejsze i najbardziej pozytywne dla innych cechy są przeciwieństwem tego, co najbardziej chcemy ukryć? Piękna dziewczyna, która ze skromnością przyjmuje komplementy na swój temat mogłaby mieć problemy z samoakceptacją? Zabawna dusza towarzystwa będąc w zaciszu swojego pokoju przestaje mieć powód do odwracania uwagi od siebie? Dziewczyna z nieziemskim apetytem, którą inni uwielbiają za, tak zwane, bycie sobą odmawia sobie jedzenia w domu? Może jednak ludzie nie są tak skomplikowani jak nam się często wydaje, wystarczy tylko spojrzeć głębiej i widzieć rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, którą chcielibyśmy, by była...?

Moje ciało - moje więzienie 3


  • Jestem! - Anka krzyknęła wprost do głośnika domofonu. 
  • Chryste! Głośniej nie mogłaś? - Zabrzmiał głos Darii, która starała się zachować powagę, jednak nie mogła ukryć tłumionego śmiechu.
  • Hmm... W sumie... - Nabrała powietrza czekając aż Daria się złamie.
  • Nie! - Dziewczyna szybko otworzyła bramę i dodała obrażonym głosem. - Nienawidzę cię...
  • Tak, wiem, ale też trochę mnie kochasz. - Z tymi słowami Anka weszła do środka. Wchodząc po schodach prowadzących do mieszkania przyjaciółki nerwowo obciągała rękawy koszulki. Był środek lata, a ona nosiła wyłącznie koszulki z długimi rękawami. Nie chciała, by Daria znowu dowiedziała się o nowych bliznach; widziała jak na dłoni jak w ciągu sekundy jej twarz zmieniała wyraz. Nie chciała jej smucić, ale potrzebowała opowiedzieć komuś o tym, co siedzi w jej głowie. 
Daria starała się jeszcze przez chwilę zachowywać surowy wyraz twarzy, ale w towarzystwie Anki nigdy jej się to nie udawało. Nie mogła pojąć jak ktoś tak radosny, piękny, ciepły, szczery i zabawny może każdego dnia zmagać się z pytaniem: "żyć albo nie żyć". Jednak linie na jej rękach pomagały innym w przypominaniu sobie, że "ta osoba ma problemy, nie powiem jej więc czegoś wprost, bo się załamie" lub "dam tej osobie więcej czasu na oddanie zadania domowego, bo jeżeli coś sobie zrobi, to wszyscy będą winić mnie"... Zupełnie jakby "ta osoba" nie tkwiła w każdym z nas... Każdy ukrywa to w inny sposób; inni nie starają się nawet tego ukryć, a dla jeszcze innych ukrycie tego nie jest do końca możliwe, nawet jeżeli starają się jak nigdy. Daria nie mogła nie zwrócić uwagi na to, jak jej przyjaciółka uporczywie ściskała rękawy swojej koszulki.

  • A ty co się tak zawiesiłaś? - Anka wyrwała ją z zamyślenia.
  • Nie, nie, nic. Co się stało, że tak bardzo nie chciałaś spać w domu?
  • W sumie to nic takiego... - Chciała powiedzieć przyjaciółce, że "tak, coś się stało", "tak, nie panuję nad sobą", ale jakaś część jej bała się, że znowu zawiedzie Darię. Wiedziała też, że tamta zapyta jeszcze raz... i drugi... i trzeci... i dziesiąty, bo widzi, że coś nie jest w porządku. Anka czuła się z tym okropnie. Wiedziała, że zachowuje się jak ostatnia egoistka, ale nic nie mogła na to poradzić.
  • Przecież widzę, że coś cię dręczy. No już, będzie ci łatwiej.
  • Oj, to nie jest istotne. - Anka zastanawiała się ile jeszcze będzie w stanie ciągnąć tą nieudolną próbę oszukania przyjaciółki, ale i samej siebie zanim wybuchnie.
  • Ok, jak tak uważasz... - Daria zamknęła temat i wyszła z pokoju zostawiając Ankę samą z jej myślami. Przez chwilę ta siedziała po cichu starając się uspokoić, jednak nie musiała czekać długo zanim nadeszło to, czego obawiała się coraz bardziej.
  • Wszystko twoja wina, znowu twoja wina. - Szeptała na wpół bezwiednie przeszukując torbę w poszukiwaniu czegoś metalowego i błyszczącego, co w tym momencie rozwiałoby jej wszystkie smutki. A nawet jeżeli nie, to i tak wolała to mieć za sobą. Nie mogąc na nic natrafić, wyciągnęła z piórnika temperówkę. W końcu blaszka w środku była metalowa. Wykręcenie śrubki zębami zajęło jej kilka sekund, problemem okazało się to, że na przegubie jej ręki nie było już miejsca wolnego od bruzd. Anka szybko przeanalizowała opcje, po czym zsunęła odrobinę spodnie przykładając do nich blaszkę. Zatopiła ją w swoim ciele. To była ostatnia rzecz, którą pamiętała, zanim osunęła się na podłogę...

sobota, 5 stycznia 2013

Moje ciało - moje więzienie 2


Daria zbierała brudne ubrania z podłogi w swoim pokoju. Przed chwilą napisała do niej Anka i poprosiła czy może zostać u niej na noc. Daria domyśliła się, że dziewczyna wypiła odrobinę za dużo u dziadków i nie chce być sama w domu ze swoimi myślami. Zastanawiała się jak powie przyjaciółce o tym, że matka tamtej umówiła ją na wizytę u psychologa bez jej wiedzy. Pani B. przyznała jej się, że podsłuchała przypadkiem ich rozmowę i wie o problemach córki, jednak boi się sama do tego przyznać dziewczynie; uważa bowiem, że Daria lepiej jej to przekaże i uda się jej przekonać Ankę. Jednak dziewczyna zaczynała w to wątpić. Mówiła już nie raz przyjaciółce, że może powinna poszukać pomocy u kogoś, kto zna się na tym lepiej, jednak ta zbywała ją swoim klasycznym „Nie ma takiej potrzeby, przecież nic się nie dzieje”. Ale właśnie się dzieje. Daria ze smutkiem patrzyła na wszystko. Obie roztrząsały ten temat niemal za każdym razem kiedy się widziały, szukając powodu, dla którego Anka pierwszy raz zrobiła sobie krzywdę, dalej jednak nie doszły do tego kiedy i dlaczego to się zaczęło. Startując na kłótniach z rodzicami, poprzez pierwsze zakochania, a kończąc na średniej poniżej 5,5 w piątej klasie szkoły podstawowej – analizowały wszystko, a dalej nie mogły doszukać się tego jednego konkretnego bodźca.
  • Jestem beznadziejna. - Z tymi słowami Daria przerwała sprzątanie i rzuciła się na łóżko. Nie miała pojęcia co jeszcze może zrobić, by pomóc przyjaciółce. Niemal każdego dnia mówiła Ance jak bardzo ta jest dla niej ważna, jak bardzo była z niej dumna, kiedy ułamek sekundy przed nadejściem wielkiego bólu i niesamowitego ukojenia Anka wyrzuciła żyletkę. Starała się podnosić jej samoocenę i zachęcać do uśmiechu, a jednak przychodził moment, kiedy nic nie działało i liczyło się tylko TO... Daria nie chciała przyznawać na głos tego, jak bardzo zadręczały ją czarne myśli. Kiedy widziała, że jej przyjaciółka jest w złym humorze wpadała w kompletną paranoję. Liczyła sekundy kiedy tamta wróci z łazienki, badała jej wyraz twarzy po rozmowie z każdą kolejną osobą, czekała kiedy tamta nawet nieznacznie podciągnie rękaw, żeby skontrolować, czy nie pojawiły się nowe blizny. Wiedziała, że Anka nie potrzebuje kolejnej osoby, która patrzyłaby na nią przez pryzmat problemu i wiecznie użalała się nad biedną dziewczyną, która zasłania się depresją przed wszystkim i wszystkimi. Wręcz przeciwnie: potrzebny był jej ktoś, kto mógł znieść wszystko, co się z nią działo, komu mogłaby powiedzieć: „Jest źle, boję się samej siebie, porozmawiaj ze mną teraz, odwróć moją uwagę, bo tym razem to może się skończyć gorzej niż bym chciała”. Dlatego nawet kiedy miała ochotę usiąść i płakać, Daria wiedziała, że nie może. Co gdyby przyjaciółka widząc jej łzy doszła do wniosku, że jest zbyt dużym ciężarem? Co gdyby to miało przeważyć szalę, na której spoczywało życie, zdrowie, ale też szczęście przyjaciółki? Szczęście... czym ono w ogóle było dla Anki? Momentem kiedy czuła się rozumiana przez najbliższą osobę czy żyletkę? Uczuciem ulgi kiedy mogła wypłakać się na ramieniu Darii czy kiedy gorąca krew spływała jej po ręce? Zadowoleniem ze wsparcia, które nie zawsze zauważa czy ze „spełnionego obowiązku”? Daria nie do końca wiedziała, czy chce znać odpowiedzi na wszystkie te pytania, wiedziała tylko jedno: musiała być silna. Dla niej.   

czwartek, 3 stycznia 2013

Moje ciało - moje więzienie 1


  • Moja głowa... - Anka obudziła się cała obolała. Znowu wczoraj przesadziła z alkoholem. Spojrzała na zegarek. 16:15. - Jak zwykle dzisiaj nic nie zrobię. Mogłam wczoraj zostać w domu. - Poczuła straszliwe kłucie na lewym nadgarstku. Podciągnęła rękaw piżamy, jednak po tym co zobaczyła od razu opuściła go z powrotem. Przyzwyczaiła się już do widoku swojego ciała pokrytego pasmami krwi, jednak to nie zmieniało faktu, że za każdym razem kiedy pierwszy raz patrzyła na świeże zadrapania odrzucało ją i miała ochotę wymiotować. Zamknęła oczy i zaczęła cicho wypowiadać słowa, których ostatnio zdecydowanie nadużywała. - Nic się nie stało. Wczorajszy dzień się nie wydarzył, wszystko jest w idealnym porządku, trzeba jakoś żyć dalej. Nic się nie stało... - siedziała skulona na swoim łóżku wciąż przekonując się, że to, co wczoraj sobie zrobiła było niczym i potrafi sprawić, że poprzedni dzień zniknie; kiedy nagle do pokoju weszła jej mama.
  • Już nie śpisz? Dobrze. Ubieraj się, jedziemy do dziadków.
  • Muuuszę? - Anka czuła się jakby przejechał po niej samochód, walec czy inny ciężki pojazd kołowy.
  • Pobalowałaś wczoraj ze znajomymi? Dziś spędzisz trochę czasu z rodziną. - Anka położyła się na wznak. - Nie przesadzaj królewno, to tylko jedno popołudnie. - Po tych słowach matka podeszła do dziewczyny, złapała ją za rękę i zaczęła podnosić do góry.
  • Ała! - pisnęła Anka. Przeszywający ból w ręce nie dawał za wygraną.
  • Co ci się znowu stało? - Matka odruchowo podniosła do góry rękaw koszulki córki. Kiedy zobaczyła przecinające się pod każdym możliwym kątem proste linie pokrywające prawie całą powierzchnię ręki dziewczyny podskoczyła z przerażeniem. - CO TO JEST?!
  • Co? A to... - Anka zasłoniła rękaw i szybko szukała w głowie sensownej historii. - Byłyśmy wczoraj z Darią w parku koło rzeki i telefon mi wpadł w jakieś krzaki, więc włożyłam tam rękę żeby go wyciągnąć. Potem okazało się, że rośliny, które tam rosły miały kolce i tyle.
  • No... dobrze. - Kobieta dalej była w szoku, jednak szybko potrząsnęła głową i przypomniała sobie o czym rozmawiały wcześniej. - W każdym razie wyjeżdżamy za godzinę, więc lepiej się szykuj.
  • Zrozumiano! - Zasalutowała dziewczyna. Teraz kiedy jej matka znowu zobaczyła jej pocięte ręce wolała się nie narażać rodzinie i robić wszystko o co ją poproszą żeby tylko nie zaczęli zadawać więcej pytań.
Po tym jak Pani B. wyszła z pokoju swojej siedemnastoletniej córki zamknęła się w łazience i zaczęła płakać. Tyle razy widziała, że Anka się samookalecza, a jednak wciąż z tym nic nie zrobiła. Chciała pomóc, oczywiście, ale bała się, że każdą próbą namowy na wizytę u psychologa jej córka zamknie się w sobie na tyle, że nie będzie z nią nawet najmniejszego kontaktu. Czuła się beznadziejnie bezradna. Jej mąż wciąż nie wiedział o problemach ich córki – cóż, teoretycznie ona też nie wiedziała, jednak nie była na tyle nieuważna żeby nie zauważyć nowych rys na ciele dziewczyny. Nie chciała myśleć o tym jako o problemie – może rzeczywiście Anka weszła w krzaki, przewróciła się na schodach, obiła się u szafkę u koleżanki, jednak pewnego dnia podsłuchała rozmowę swojej córki z Darią – jej najlepszą przyjaciółką.
  • Nie chcę tego już więcej robić, naprawdę to nie zależy ode mnie, to się dzieje samo. - Mówiła Anka cała zalana łzami. - Zawsze czułam, że jestem silna, bo wytrzymuję tutaj, bo mam siłę żeby żyć i gdybym naprawdę NAPRAWDĘ się chciała zabić to bym to zrobiła bez wahania.
  • Więc po co to robisz? - Zapytała Daria również płacząc. Próbowała zrozumieć przyjaciółkę najsilniej jak mogła, jednak nie wychodziło jej to zbyt dobrze, sama nie miała podobnych problemów. Owszem jej rodzice często się kłócili, ze swoim młodszym bratem wciąż była na ścieżce wojennej, a jednak wydawała się całkowicie normalna i znosiła to z wysoko podniesioną głową. Pani B. nigdy nie przyznała się do tego, jak bardzo chciała by siła dziewczyny przeszła na jej własną córkę; znała bowiem matkę Darii i wiedziała jak nieprzewidywalna i działająca na nerwy potrafi być.
  • Nie wiem! Bo czuję, że na to zasłużyłam? Bo ból pomaga mi nie myśleć o problemach? Bo chcę uciec stąd jak najdalej, ale nie mam gdzie, więc próbuję się tak odizolować od wszystkiego? Bo i tak jestem beznadziejna, więc nikt nie zwróci uwagi na to czy jeszcze trochę dodatkowo się oszpecę? Bo i tak następnego dnia wyrzucę to z głowy i będę udawać że nic się nie stało, a pomoże mi to chodź na krótką chwilę? - Po tej serii pytań retorycznych Anka straciła kontrolę nad sobą, rzuciła się twarzą głęboko w poduszki i zaczęła krzyczeć. Daria milczała. Nie miała pojęcia co powinna w takiej chwili powiedzieć. Że jej przykro? Że wszystko będzie dobrze? Że prędzej czy później jej to przejdzie? Nie miała pojęcia czy było to prawdą, nie chciała okłamywać przyjaciółki, jednak stwierdziła, że w tej sytuacji nic innego nie wyciągnie jej z dołka.
  • Będzie dobrze. Pomogę ci jak tylko będę mogła najlepiej, twoi rodzice też na pewno cię nie zostawią w takiej sytuacji, tylko proszę rozmawiaj ze mną.
  • Ale mi nic nie pomoże! Próbowałam o tym nie myśleć, naprawdę próbowałam, ale to nie chce ode mnie odejść. To jest cały czas w mojej głowie i kiedy się tego najmniej spodziewam to przychodzi i zanim zdążę zacząć z tym walczyć już trzymam w ręce zakrwawione nożyczki albo kawałek szkła. Błagam uwierz, że nie chcę tego robić! Zabrałam wszystkie ostre rzeczy z mojego pokoju i miałam nadzieję, że będzie lepiej. Jednak kiedy to przychodzi nic tego nie powstrzyma. Nie ma nożyczek? W porządku, masz przecież długie paznokcie. Nie ma żadnej butelki ani ostrego gwoździa? Okej, masz w piórniku zatemperowany ołówek. Po prostu wbijasz to w rękę dwa razy mocniej i wszystkie inne myśli odchodzą.
Pani B. przypominała sobie tą rozmowę codziennie. Zastanawiała się wciąż co może zrobić żeby tylko ulżyć córce w bólu. Myślała o tym, jakie też jej dziecko może mieć problemy w tym wieku? Szkoła? Chłopcy? Kłótnie z rodzicami? Kobieta nie chciała nawet myśleć o tym, jak Anka poradziłaby sobie z rozczarowaniami w dorosłym życiu. Czy po każdej nieudanej rozmowie o pracę spędzałaby noc w brudnym pubie, rozbijała butelkę po każdym z kolei wypitym piwie i wbiła sobie szkło w ciało? - Nie pozwolę na to. - Powiedziała do siebie kobieta. Wytarła łzy, weszła do gabinetu swojego męża i przerzucając kolejno stosy papierów szukała książki telefonicznej.

[cdn.]