Daria zbierała brudne
ubrania z podłogi w swoim pokoju. Przed chwilą napisała do niej
Anka i poprosiła czy może zostać u niej na noc. Daria domyśliła
się, że dziewczyna wypiła odrobinę za dużo u dziadków i nie
chce być sama w domu ze swoimi myślami. Zastanawiała się jak
powie przyjaciółce o tym, że matka tamtej umówiła ją na wizytę
u psychologa bez jej wiedzy. Pani B. przyznała jej się, że
podsłuchała przypadkiem ich rozmowę i wie o problemach córki,
jednak boi się sama do tego przyznać dziewczynie; uważa bowiem, że
Daria lepiej jej to przekaże i uda się jej przekonać Ankę. Jednak
dziewczyna zaczynała w to wątpić. Mówiła już nie raz
przyjaciółce, że może powinna poszukać pomocy u kogoś, kto zna
się na tym lepiej, jednak ta zbywała ją swoim klasycznym „Nie ma
takiej potrzeby, przecież nic się nie dzieje”. Ale właśnie się
dzieje. Daria ze smutkiem patrzyła na wszystko. Obie roztrząsały
ten temat niemal za każdym razem kiedy się widziały, szukając
powodu, dla którego Anka pierwszy raz zrobiła sobie krzywdę, dalej
jednak nie doszły do tego kiedy i dlaczego to się zaczęło.
Startując na kłótniach z rodzicami, poprzez pierwsze zakochania, a
kończąc na średniej poniżej 5,5 w piątej klasie szkoły
podstawowej – analizowały wszystko, a dalej nie mogły doszukać
się tego jednego konkretnego bodźca.
- Jestem beznadziejna. - Z tymi słowami Daria przerwała sprzątanie i rzuciła się na łóżko. Nie miała pojęcia co jeszcze może zrobić, by pomóc przyjaciółce. Niemal każdego dnia mówiła Ance jak bardzo ta jest dla niej ważna, jak bardzo była z niej dumna, kiedy ułamek sekundy przed nadejściem wielkiego bólu i niesamowitego ukojenia Anka wyrzuciła żyletkę. Starała się podnosić jej samoocenę i zachęcać do uśmiechu, a jednak przychodził moment, kiedy nic nie działało i liczyło się tylko TO... Daria nie chciała przyznawać na głos tego, jak bardzo zadręczały ją czarne myśli. Kiedy widziała, że jej przyjaciółka jest w złym humorze wpadała w kompletną paranoję. Liczyła sekundy kiedy tamta wróci z łazienki, badała jej wyraz twarzy po rozmowie z każdą kolejną osobą, czekała kiedy tamta nawet nieznacznie podciągnie rękaw, żeby skontrolować, czy nie pojawiły się nowe blizny. Wiedziała, że Anka nie potrzebuje kolejnej osoby, która patrzyłaby na nią przez pryzmat problemu i wiecznie użalała się nad biedną dziewczyną, która zasłania się depresją przed wszystkim i wszystkimi. Wręcz przeciwnie: potrzebny był jej ktoś, kto mógł znieść wszystko, co się z nią działo, komu mogłaby powiedzieć: „Jest źle, boję się samej siebie, porozmawiaj ze mną teraz, odwróć moją uwagę, bo tym razem to może się skończyć gorzej niż bym chciała”. Dlatego nawet kiedy miała ochotę usiąść i płakać, Daria wiedziała, że nie może. Co gdyby przyjaciółka widząc jej łzy doszła do wniosku, że jest zbyt dużym ciężarem? Co gdyby to miało przeważyć szalę, na której spoczywało życie, zdrowie, ale też szczęście przyjaciółki? Szczęście... czym ono w ogóle było dla Anki? Momentem kiedy czuła się rozumiana przez najbliższą osobę czy żyletkę? Uczuciem ulgi kiedy mogła wypłakać się na ramieniu Darii czy kiedy gorąca krew spływała jej po ręce? Zadowoleniem ze wsparcia, które nie zawsze zauważa czy ze „spełnionego obowiązku”? Daria nie do końca wiedziała, czy chce znać odpowiedzi na wszystkie te pytania, wiedziała tylko jedno: musiała być silna. Dla niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz