czwartek, 3 stycznia 2013

Moje ciało - moje więzienie 1


  • Moja głowa... - Anka obudziła się cała obolała. Znowu wczoraj przesadziła z alkoholem. Spojrzała na zegarek. 16:15. - Jak zwykle dzisiaj nic nie zrobię. Mogłam wczoraj zostać w domu. - Poczuła straszliwe kłucie na lewym nadgarstku. Podciągnęła rękaw piżamy, jednak po tym co zobaczyła od razu opuściła go z powrotem. Przyzwyczaiła się już do widoku swojego ciała pokrytego pasmami krwi, jednak to nie zmieniało faktu, że za każdym razem kiedy pierwszy raz patrzyła na świeże zadrapania odrzucało ją i miała ochotę wymiotować. Zamknęła oczy i zaczęła cicho wypowiadać słowa, których ostatnio zdecydowanie nadużywała. - Nic się nie stało. Wczorajszy dzień się nie wydarzył, wszystko jest w idealnym porządku, trzeba jakoś żyć dalej. Nic się nie stało... - siedziała skulona na swoim łóżku wciąż przekonując się, że to, co wczoraj sobie zrobiła było niczym i potrafi sprawić, że poprzedni dzień zniknie; kiedy nagle do pokoju weszła jej mama.
  • Już nie śpisz? Dobrze. Ubieraj się, jedziemy do dziadków.
  • Muuuszę? - Anka czuła się jakby przejechał po niej samochód, walec czy inny ciężki pojazd kołowy.
  • Pobalowałaś wczoraj ze znajomymi? Dziś spędzisz trochę czasu z rodziną. - Anka położyła się na wznak. - Nie przesadzaj królewno, to tylko jedno popołudnie. - Po tych słowach matka podeszła do dziewczyny, złapała ją za rękę i zaczęła podnosić do góry.
  • Ała! - pisnęła Anka. Przeszywający ból w ręce nie dawał za wygraną.
  • Co ci się znowu stało? - Matka odruchowo podniosła do góry rękaw koszulki córki. Kiedy zobaczyła przecinające się pod każdym możliwym kątem proste linie pokrywające prawie całą powierzchnię ręki dziewczyny podskoczyła z przerażeniem. - CO TO JEST?!
  • Co? A to... - Anka zasłoniła rękaw i szybko szukała w głowie sensownej historii. - Byłyśmy wczoraj z Darią w parku koło rzeki i telefon mi wpadł w jakieś krzaki, więc włożyłam tam rękę żeby go wyciągnąć. Potem okazało się, że rośliny, które tam rosły miały kolce i tyle.
  • No... dobrze. - Kobieta dalej była w szoku, jednak szybko potrząsnęła głową i przypomniała sobie o czym rozmawiały wcześniej. - W każdym razie wyjeżdżamy za godzinę, więc lepiej się szykuj.
  • Zrozumiano! - Zasalutowała dziewczyna. Teraz kiedy jej matka znowu zobaczyła jej pocięte ręce wolała się nie narażać rodzinie i robić wszystko o co ją poproszą żeby tylko nie zaczęli zadawać więcej pytań.
Po tym jak Pani B. wyszła z pokoju swojej siedemnastoletniej córki zamknęła się w łazience i zaczęła płakać. Tyle razy widziała, że Anka się samookalecza, a jednak wciąż z tym nic nie zrobiła. Chciała pomóc, oczywiście, ale bała się, że każdą próbą namowy na wizytę u psychologa jej córka zamknie się w sobie na tyle, że nie będzie z nią nawet najmniejszego kontaktu. Czuła się beznadziejnie bezradna. Jej mąż wciąż nie wiedział o problemach ich córki – cóż, teoretycznie ona też nie wiedziała, jednak nie była na tyle nieuważna żeby nie zauważyć nowych rys na ciele dziewczyny. Nie chciała myśleć o tym jako o problemie – może rzeczywiście Anka weszła w krzaki, przewróciła się na schodach, obiła się u szafkę u koleżanki, jednak pewnego dnia podsłuchała rozmowę swojej córki z Darią – jej najlepszą przyjaciółką.
  • Nie chcę tego już więcej robić, naprawdę to nie zależy ode mnie, to się dzieje samo. - Mówiła Anka cała zalana łzami. - Zawsze czułam, że jestem silna, bo wytrzymuję tutaj, bo mam siłę żeby żyć i gdybym naprawdę NAPRAWDĘ się chciała zabić to bym to zrobiła bez wahania.
  • Więc po co to robisz? - Zapytała Daria również płacząc. Próbowała zrozumieć przyjaciółkę najsilniej jak mogła, jednak nie wychodziło jej to zbyt dobrze, sama nie miała podobnych problemów. Owszem jej rodzice często się kłócili, ze swoim młodszym bratem wciąż była na ścieżce wojennej, a jednak wydawała się całkowicie normalna i znosiła to z wysoko podniesioną głową. Pani B. nigdy nie przyznała się do tego, jak bardzo chciała by siła dziewczyny przeszła na jej własną córkę; znała bowiem matkę Darii i wiedziała jak nieprzewidywalna i działająca na nerwy potrafi być.
  • Nie wiem! Bo czuję, że na to zasłużyłam? Bo ból pomaga mi nie myśleć o problemach? Bo chcę uciec stąd jak najdalej, ale nie mam gdzie, więc próbuję się tak odizolować od wszystkiego? Bo i tak jestem beznadziejna, więc nikt nie zwróci uwagi na to czy jeszcze trochę dodatkowo się oszpecę? Bo i tak następnego dnia wyrzucę to z głowy i będę udawać że nic się nie stało, a pomoże mi to chodź na krótką chwilę? - Po tej serii pytań retorycznych Anka straciła kontrolę nad sobą, rzuciła się twarzą głęboko w poduszki i zaczęła krzyczeć. Daria milczała. Nie miała pojęcia co powinna w takiej chwili powiedzieć. Że jej przykro? Że wszystko będzie dobrze? Że prędzej czy później jej to przejdzie? Nie miała pojęcia czy było to prawdą, nie chciała okłamywać przyjaciółki, jednak stwierdziła, że w tej sytuacji nic innego nie wyciągnie jej z dołka.
  • Będzie dobrze. Pomogę ci jak tylko będę mogła najlepiej, twoi rodzice też na pewno cię nie zostawią w takiej sytuacji, tylko proszę rozmawiaj ze mną.
  • Ale mi nic nie pomoże! Próbowałam o tym nie myśleć, naprawdę próbowałam, ale to nie chce ode mnie odejść. To jest cały czas w mojej głowie i kiedy się tego najmniej spodziewam to przychodzi i zanim zdążę zacząć z tym walczyć już trzymam w ręce zakrwawione nożyczki albo kawałek szkła. Błagam uwierz, że nie chcę tego robić! Zabrałam wszystkie ostre rzeczy z mojego pokoju i miałam nadzieję, że będzie lepiej. Jednak kiedy to przychodzi nic tego nie powstrzyma. Nie ma nożyczek? W porządku, masz przecież długie paznokcie. Nie ma żadnej butelki ani ostrego gwoździa? Okej, masz w piórniku zatemperowany ołówek. Po prostu wbijasz to w rękę dwa razy mocniej i wszystkie inne myśli odchodzą.
Pani B. przypominała sobie tą rozmowę codziennie. Zastanawiała się wciąż co może zrobić żeby tylko ulżyć córce w bólu. Myślała o tym, jakie też jej dziecko może mieć problemy w tym wieku? Szkoła? Chłopcy? Kłótnie z rodzicami? Kobieta nie chciała nawet myśleć o tym, jak Anka poradziłaby sobie z rozczarowaniami w dorosłym życiu. Czy po każdej nieudanej rozmowie o pracę spędzałaby noc w brudnym pubie, rozbijała butelkę po każdym z kolei wypitym piwie i wbiła sobie szkło w ciało? - Nie pozwolę na to. - Powiedziała do siebie kobieta. Wytarła łzy, weszła do gabinetu swojego męża i przerzucając kolejno stosy papierów szukała książki telefonicznej.

[cdn.]

1 komentarz: