poniedziałek, 2 grudnia 2013

Moje ciało - moje więzienie 7


  • Czyli jesteś pewna, że wszystko jest w porządku? Nic ci nie jest? - Daria pytała Ankę po raz, wydawać by się mogło, tysięczny. Przyjaciółki siedziały na dywanie w salonie Darii, obie wciąż jeszcze niezdolne do powstrzymania własnych rąk przed drganiem.
  • Tak, wszystko w porządku. Po prostu miałam jakąś głupią myśl, żeby odwrócić swoją uwagę od tej nogi - to mówiąc Anka wskazała ciasny bandaż owinięty wokół jej uda, przez który przesiąkały czerwone plamy krwi.
  • Mhm, okej, okej - powtarzała Daria nieustannie kiwając głową.
  • Z tobą w porządku?
  • Co? Tak, tak, nic się nie stało, po prostu... Nie ważne, to nie jest istotne. Krew ci leci, trzeba ci zmienić opatrunek - Daria zerwała się na nogi i skierowała w stronę wyjścia za salonu. Po chwili wróciła ze świeżym bandażem, który dokładnie owinęła wokół poprzedniego.
  • Dzięki, ale nie trzeba było, wszystko już dobrze. - Anka również nie przestawała powtarzać wyuczonej formułki. Daria nie zachowywała się normalnie, jednak sama przyznała, że był to szok. Anka była w tym momencie ostatnią osobą, która mogła ją za to winić. To przez nią Daria omal nie zaczęła czegoś, co mogłoby się skończyć źle. Co, gdyby wpadła w bulimię? Anka nie mogła pozwolić na to, żeby jej przyjaciółka jeszcze kiedyś o tym pomyślała. Cieszyła się, że Daria nie ma problemu, ale też często jej tego zazdrościła. Daria nie musiała patrzeć jak jej własne ręce ją szpecą. Nie musiała znosić współczujących spojrzeń innych ludzi. Nie powstrzymywała się codziennie przed płaczem, nie musiała codziennie walczyć z samą sobą. Nie spędzała niezliczonej ilości godzin na myśleniu o tym, jak świat wyglądałby bez niej. Jaka byłaby treść jej listu pożegnalnego. Ankę męczyła już jej własna głowa, jednocześnie chciała, by ktoś z jej bliskich pobył w tej głowie choćby przez godzinę, minutę, sekundę; z drugiej strony nie życzyła nikomu, a tym bardziej ważnej dla niej osobie, by przeżywał to, co ona.
  • Co tak myślisz? - Daria przerwała ciszę w pokoju.
  • Myślę.... - Anka zawahała się. Przecież nie chciała, żeby Daria się martwiła, jednak co miała do stracenia? Przyjaciółka widziała ja przecież w najgorszych momentach i zawsze starała się pomóc, fakt, że czasem starała się za bardzo zasypując ją górą pytań, na które Anka sama nie znała odpowiedzi, jednak, no cóż, przynajmniej próbowała. - Myślę nad tym, ile wytrzymałabyś w mojej głowie.
  • Że co, przepraszam? - Daria była w kompletnym szoku, nie spodziewała się, że Anka mogłaby przyznać się do takich myśli. Czasem sama łapała się na wyobrażaniu sobie tego, co w danej sytuacji jej przyjaciółka mogłaby zrobić, jak zareagowałaby na bardzo smutną wiadomość, czy na komplement, czy na coś niesamowicie ekscytującego; przywoływała siebie wtedy szybko do porządku, bo przecież nie miała zielonego pojęcia jak działa to wszystko u Anki. Wiele razy pytała ją o to, ale dziewczyna nie znosiła odpowiadać na pytania dotyczące jej samej. Tak... Brzmiało jej to dziwnie znajomo.
  • Mówię poważnie, chcę zobaczyć ile dasz rady w mojej głowie - Anka nagle ożywiła się własnym pomysłem. - Jeżeli wytrzymasz powiedzmy... godzinę, pozwolę ci zadać tyle pytań ile będziesz chciała i postaram się na wszystkie odpowiedzieć.
  • No nie wiem... - Daria jeszcze chwilę się wahała, jednak ciekawość powoli zaczynała brać górę.
  • Masz ostatnia szansę: trzy... dwa.... je...
  • Okej, niech będzie! - Daria przerwała Ance w pół słowa. Nie chciała wyjść na zbyt ciekawską, ale drugiej takiej okazji nie będzie miała.
  • Jesteś beznadziejna.
  • Co?! - Słowa Anki uderzyły w nią jak piorun. 
  • Co "co"? Jesteś beznadziejna, nie pytaj głupio.
  • Czekaj, o co ci teraz chodzi? - Daria była kompletnie zbita z tropu.
  • Właśnie zaczęłam, jeszcze 59 minut i 40 sekund - wyjaśniła Anka wskazując na włączony czasomierz w telefonie. - Ty jesteś mną, a ja jestem tym, z czym musisz sobie poradzić.
  • A, okej, rozumiem - odpowiedziała przyjaciółka jeszcze przez chwilę układając własne myśli. - No dobra, to lecimy - dodała rozprostowując plecy.
  • Ale ty jesteś głupia.
  • Właśnie powiem ci, że nie do końca - Daria zaczynała ostrożnie, lekkim i delikatnym tonem.
  • Ha ha, dobre. Jesteś po prostu tępa, wszyscy twoi znajomi mają jakieś plany, aspiracje, chociaż hobby, a ty nic. Głupia, nudna i beznadziejna. Jakbyś nagle zniknęła, to i tak nikt by nie zauważył - przez twarz Anki przemknął uśmiech.
  • No błagam! Przecież mam przyjaciół, którzy są dla mnie ważni i wiem, że im też na mnie zależy, a moi rodzice są zawsze za ścianą, to jakby mieli nie zauważyć że mnie nie ma? - Darii wydawało się to śmieszne. Nie wiedziała do końca, czy jej rozmówczyni żartuje czy mówi poważnie. Przecież odpowiedź na taki atak nasuwała się sama, bez zbędnego układania wcześniejszej wypowiedzi.
  • Twoich przyjaciół nie obchodzisz ty, oni po prostu się nad tobą litują i szkoda im na ciebie patrzeć w takim stanie, więc rozmawiają z tobą żeby im było lepiej, bo chcą mieć poczucie spełnionego obowiązku. A rodzice? Proszę cię, bardziej się martwią o Darię niż o ciebie, bo uważają, że byłaby lepszym dzieckiem. Nie ma problemów, nie trzeba jej bezustannie kontrolować, nie jesteśmy nią zawiedzeni, potrafi cieszyć się ze zwykłych rzeczy, a nie udawać, że coś jej sprawia radość, bo tego oczekują inni! Jesteś niczym, niczym!
  • Anka... - Daria w mgnieniu oka głaskała już po głowie płaczącą na jej ramieniu przyjaciółkę. - Ciii... cichutko.
  • Jestem niczym... niczym....
  • Nie jesteś.
  • Jestem - Anka kiwała głową sama potwierdzając własne słowa.
  • Nie. Jesteś. - Dosadnie odpowiedziała jej przyjaciółka. - Popatrz na mnie... Anka, proszę cię popatrz na mnie. - Daria poczekała aż jej żądanie zostanie spełnione, po czym kontynuowała. - Nikt się nad tobą nie lituje, wszyscy, którzy są wokół ciebie i chcą ci pomóc robią to, bo zależy im na tobie, a nie na tym, żeby sami poczuli się lepiej, bo zrobili coś dobrego. Wszyscy jesteśmy na każde twoje zawołanie, jeżeli chcesz pogadać albo pomilczeć, zawsze będziemy blisko, żebyś to ty czuła się dobrze. A wiesz dlaczego? Bo jesteś najbardziej niesamowitą osobą jaką znam. Jesteś przepiękna... przestań kręcić głową, bo teraz ja wypowiadam moje zdanie, na ciebie zaraz przyjdzie czas - Daria uśmiechnęła się mimowolnie i puściła do przyjaciółki oko. - Na czym to ja... A, tak. Jesteś przepiękna, masz tak cudne prze-niebieskie oczy, długie rzęsy, uroczy nos, piękne naturalne loki no i te nogi do nieba! Jesteś zabawna, empatyczna, dobra, miła, każda nowa osoba w naszym towarzystwie jako pierwsza łapie kontakt z tobą, bo jesteś szczera, otwarta i prawdziwa. I nie pozwól takim myślom dochodzić do siebie, bo nikt nie jest w stanie cię zastąpić. Wiem, że czasem nie wierzysz w siebie i potrzebujesz kopa, żeby coś zrobić, bo uważasz, że nie jesteś w stanie. Ale może po prostu boisz się swoich możliwości. Może gdzieś w głębi przeraża cię myśl o tym, ile ty sama mogłabyś zrobić i jakimś cudem takie myśli się pojawiają, żeby cie przed tym powstrzymać. Jednak nie możesz się tego bać, po tym co dzisiaj mi pokazałaś widzę już, że nie jest łatwo, ale może jeśli będziesz z tym walczyć, to w końcu to się będzie działo rzadziej, a pewnego dnia nawet nie zauważysz jak samo zniknie. Będzie to trudne, ale chyba jest to warte efektu i przede wszystkim nie jesteś w tym sama. Po to masz przyjaciół wokół siebie, żebyś zawsze mogła się tym podzielić i zapomnieć o tym chociaż na chwilę. Bo, wierz lub nie, my też żyjemy dla ciebie.
Anka zamrugała kilkakrotnie przez łzy i przytuliła się mocno do przyjaciółki. Nie wiedziała, czy wszystko, co tamta powiedziała było prawdą, czy po prostu chciała ją podnieść na duchu; wiedziała tylko, że w tej chwili chciała, by było to tym pierwszym. 
  • Dziękuję - udało jej się wykrztusić.
  • Ja też - odpowiedziała Daria przytulając Ankę mocniej.
  • Ale nie chcę, żeby wszystko kręciło się wokół mnie. Nie chcę, żeby to, co mogło się wydarzyć z tobą w tej łazience miało jeszcze kiedykolwiek miejsce. Powiedziałaś, że nic nie zrobiłaś i ci wierzę, ale jeżeli będziesz kiedykolwiek o tym myśleć, to nie chcę żebyś była sama z tym problemem, więc obiecaj mi proszę, że chociaż spróbujesz mi wtedy powiedzieć.
  • Rozumiem, obiecuję - odparła Daria z wymuszonym uśmiechem. To był pierwszy raz od bardzo dawna, kiedy okłamała Ankę...

czwartek, 14 marca 2013

Moje ciało - moje więzienie 6

Tik-Tak
Tik-Tak
Daria podniosła wzrok na zegar: 2:36. Ostatnie dwie i pół godziny spędziła siedząc nieruchomo na kuchennej posadzce rozmyślając o każdym możliwym wyjściu z sytuacji, w jakiej znalazła się zarówno ona sama, jak i jej najlepsza przyjaciółka. Z zamyślenia wyrwały ją głośne, miarowe dźwięki wydawane przez jej brzuch. Sądziła, że nie będzie już czuć głodu po tym jak przez ostatni tydzień zjadła mniej niż jej czteroletni brat w ciągu jednego dnia; jednak widocznie się myliła. Nie chciała, żeby Anka usłyszała jej krzyczący żołądek, z drugiej strony wiedziała, że zjedzenie czegoś, szczególnie w środku nocy, jest dla niej ostatnio nie małym problemem.
Tik-Tak
Tik-Tak
Anka przewracała się na łóżku z boku na bok. Nie mogła spać, przeszywający ból nogi nie dawał jej zasnąć na długo. Spojrzała na zegarek na swojej ręce: 2:37. Świetnie, leżała tak dwie godziny patrząc się w sufit. Daria pewnie już dawno spała, czemu Anka kompletnie się nie dziwiła - widok jaki jej przyjaciółka zastała poprzedniego wieczora w swoim pokoju to zdecydowanie było dla niej za dużo. Anka zamknęła oczy próbując wywołać sen, jednak po ukazaniu jej się zawiedzionej i przerażonej twarzy Darii znów je otworzyła. Sekundę później znów badała każdy kawałek sufitu od nowa.
Tik-Tak
Tik-Tak
Brzuch Darii nie przestawał dawać o sobie znać. Dziewczyna ponownie otworzyła lodówkę, zatrzymała wzrok na każdym produkcie, westchnęła i ze smutkiem sięgnęła po jogurt. Wyciągnęła z szuflady łyżeczkę i usiadła na ziemi. Wiedziała, że musi coś zjeść, jednak jakimś cudem jej świadomość wypierała tą informację.

  • Muszę to zjeść, Daria, to tylko jogurt. Musisz go zjeść - powtarzała sobie na głos motywując się. Uniosła wieczko, poczuła zachęcający owocowy zapach. Napawała się nim przez chwilę, po czym zanurzyła łyżeczkę w deserze. Jej myśli ścigały się jak szalone, ona siedziała z kubeczkiem jogurtu w dłoni jak zamrożona. 
Tik-Tak
Tik-Tak
3:15. Anka bardzo potrzebowała lodu. Mogła niemal poczuć jak jej udo płonie, jednak bała się, że obudzi Darię, a nie była jeszcze gotowa spojrzeć przyjaciółce w twarz. Może gdyby odwróciła uwagę swojego mózgu od nogi, nie bolałaby ona tak bardzo... Nie, przecież nie mogła znowu zrobić sobie krzywdy, kiedy jej najlepsza przyjaciółka śpi za ścianą... Z drugiej jednak strony ile to razy cięła swoją skórę wiedząc, że Daria jest w pobliżu. Odruchowo sięgnęła po swoją torbę leżącą obok łóżka poszukując czegoś srebrnego.
Tik-Tak
Tik-Tak
Zegar wyrwał Darię z zamyślenia: 3:17. Potrząsnęła głową starając się wyrzucić wszystko ze swojej głowy, złapała za łyżeczkę i po chwili czuła już smak owocowego przysmaku. Uśmiechnęła się mimowolnie - dawno nic nie smakowało jej tak bardzo jak teraz. Opróżniła cały kubeczek jogurtu, oparła głowę o ścianę i pochwaliła się w myślach. Kilka sekund później żałowała już tej decyzji, czuła jak jej napełniony brzuch rośnie. Oddychała głęboko, ale to nie pomagało. Zamknęła oczy, wstrzymała oddech, zaczęła po cichu liczyć.

  • Jeden... dwa.... trzy....
Tik-Tak
Tik-Tak

  • Za płaskie... nie wystarczająco ostre... zbyt zardzewiałe... - Anka przeszukiwała szuflady Darii wciąż szukając czegoś, co mogłoby "uśmierzyć jej ból". W jej torbie nie było już temperówki, żyletki, nożyczek, co mogło znaczyć tylko jedno: Daria jej nie ufała. Nie ma czemu się dziwić, przecież Anka sama zapracowała sobie na taki stan rzeczy. Jednak dopuszczenie tej informacji do siebie bolało bardziej niż rana na jej nodze. Była już 3:30, a ona dalej nie mogła znaleźć odpowiedniego przyrządu. Zamknęła szufladę, usiadła na łóżku i zastanowiła się nad swoim kolejnym ruchem. Mogłaby przejść cicho do kuchni, tam są na pewno nie tylko nożyczki, ale i mnóstwo noży... Mogłaby też udawać, że przypadkowo strąciła szklankę. Jednak czy na pewno tego chciała? Przymknęła powieki, by znów ujrzeć twarz swojej przyjaciółki. Szybko otworzyła znów oczy, potrząsnęła głową, chcąc wyrzucić obraz z głowy. Nie, musi sobie jakoś pomóc, nie mogła sobie już poradzić z wyobrażeniem Darii. Wstała z łóżka i powoli kulejąc podeszła do drzwi.
Tik-Tak
Tik-Tak

  • Po co jadłaś, jesteś beznadziejna - Daria powtarzała pod nosem obserwując krążącą po tarczy zegara wskazówkę sekundową. 3:31, Anka pewnie wciąż mocno śpi. Jeżeli Daria pozbędzie się teraz  swojego poczucia winy przyjaciółka się nie dowie. Wstała z podłogi, weszła do łazienki nie zapalając światła, uklękła na małym dywaniku, związała włosy w niedbały kok i odetchnęła głęboko. Spojrzała na mały zegarek nad lustrem: 3:33. Była gotowa.
Tik-Tak
Tik-Tak
Anka cicho otworzyła szufladę. Ukazał się przed nią szeroki wybór ostrych błyszczących noży kuchennych. Zegar kuchenny podpowiadał jej, że była już 3:35. Przejechała powoli palcami po każdym z nich, po czym wybrała jeden z większych, z czarną matową rączką. Wyciągnęła go najdelikatniej jak potrafiła i podeszła do zlewu. Włożyła do środka lewą rękę unosząc nadgarstek ku górze. Spojrzała na lustrzane ostrze noża, uśmiechnęła się do siebie, kiedy w odbiciu ujrzała tym razem swoją twarz. Była gotowa.
Tik-Tak
Tik-Tak
O 3:39 Daria otworzyła wreszcie drzwi od łazienki. Do rana było jeszcze dużo czasu, mogła więc teraz spokojnie położyć się spać. Zrobiła jeden krok w stronę pokoju swoich rodziców, kiedy kątem oka dostrzegła zarys postaci w kuchni. Odwróciła się jak oparzona. Zegar w kuchni nie dawał o sobie zapomnieć głośno obwieszczając mijanie kolejnych sekund.
Tik-Tak
Tik-Tak
Anka patrzyła na Darię z wysoko związanymi włosami, związaną pod biustem koszulką, wycierającą dłonią usta stojącą kilka kroków od niej. Nóż, który trzymała w dłoni wpadł z hukiem do zlewu, po chwili jednak jedynym co można było słyszeć pomiędzy nierównymi oddechami przyjaciółek było głośne:
Tik-Tak
Tik-Tak.

niedziela, 17 lutego 2013

Moje ciało - moje więzienie 5


  • Anka śpi, rozmawiałyśmy długo i zasnęła. Tak, jest w moim pokoju, proszę się nie martwić, wszystko jest w porządku.
  • Dziękuję, że o nią dbasz Daria, ale proszę cię, sprawdzaj co chwilę, czy nic sobie nie robi. - Słowa Pani B. wstrząsnęły Darią, ale nie dała tego po sobie poznać.
  • Mhm... oczywiście, dobranoc. - Odłożyła słuchawkę i oparła głowę o ścianę. Siedziała na podłodze w kuchni dobrą godzinę zastanawiając się, co ze sobą zrobić. Wcześniej tego wieczoru doznała wstrząsu, po którym nie mogła się pozbierać. Anka zrobiła sobie krzywdę. W jej domu. W jej pokoju. A ona była za ścianą i nie powstrzymała tego. Gdyby tylko otworzyła drzwi kilka minut wcześniej. Gdyby powiedziała swojej mamie, z którą wcześniej rozmawiała przez telefon, że oddzwoni za niedługo. Gdyby nie była tak... beznadziejna. Wiedziała, że nie może pomóc Ance, bo nie ma tego samego problemu, chociaż oddałaby wszystko, gdyby było to zapewnieniem, że przyjaciółka poczuje się lepiej. Próbowała kilka razy przeciąć swoją skórę, ale Bóg jej świadkiem, że nie mogła. To przez to, że była słaba? To przez to, że bała się bólu? To przez to, że nie jest w stanie pomóc Ance?
    Z drugiej strony wiedziała, że stara się bardziej niż Pani B., która bała się możliwości swojej córki. Pozwalała jej na wszystko, czego tamta chciała, z obawy, że Anka się skrzywdzi. Daria wiedziała jednak na pewno, że przyjaciółka nie potrzebowała kolejnej osoby, która będzie się nad nią użalać czy litować. Potrzebowała zaufania bliskich osób, choć nie trudno było się zorientować, że czasem ją to przerasta. Daria była pewna, że dziewczyna jest bardziej rozdarta niż wszystkim innym się to wydaje. Z jednej strony chce otworzyć się na pomoc innych, bo sama wie, że jej to pomaga; z drugiej jednak ma dość bycia w centru uwagi ze swoim problemem. Daria westchnęła. Coś za coś. Przynajmniej Anka potrafiła mówić otwarcie o swoim problemie. Ona sama nie mogła się na to zebrać. Spojrzała na zegarek wiszący na przeciwległej ścianie: pięć minut po północy. Nie licząc szklanki kakao rano na śniadanie, ostatni posiłek jadła wczoraj o 16. Wypadałoby coś zjeść... Wstała z posadzki, otworzyła lodówkę, dokładnie zbadała każdy produkt, po czym zamknęła ją i wróciła na swoje miejsce na podłodze. Złapała się za brzuch, mogła niemal poczuć poranne kakao wracające jej do gardła, znów wstała, podbiegła do koszyczka z lekami. Znalazła odpowiednie opakowanie, wyjęła 2 tabletki, które szybko połknęła. Nie lubiła myśleć o własnym problemie, uważała bowiem, że Anka jest znacznie ważniejsza niż ona sama, która czasem je za mało. Przecież nie może przez to stracić życia, po co w ogóle o tym myśleć? Za to Anka mogła w każdej chwili stanąć na krawędzi... Chociaż czy ona już na niej nie stała? Jeżeli często nawiedzały ją męczące myśli o samobójstwie, to czy nie znaczyło to, że ona na tej krawędzi stała od dawna, a inni po prostu trzymają ją bliżej jednej strony? Daria wyobraziła sobie siebie i przyjaciółkę, które kiedyś wychodząc na podwórko huśtały się na swojego rodzaju równoważni. Były wtedy niemal równej wagi, więc belka szła w górę ze strony tej dziewczynki, która na chwilę zapominała o uporczywym wychylaniu się  pod każdym możliwym kątem, żeby tylko zostać na dole jak najdłużej. Czy to znaczyło, że życie jej najlepszej przyjaciółki zależało od tego jak długo Daria wytrzyma w bezruchu? Albo ile osób będzie w stanie zebrać, żeby usiadło z jej strony, żeby przytrzymać Ankę jak najdłużej najdalej od ziemi? Pokręciła głową. Nie. Nie będzie znowu się dołować, przypisywać każdemu zdarzeniu zbyt wielu dodatkowych znaczeń, wyobrażać sobie najczarniejszych scenariuszy. Sięgnęła po pilot od radia i włączyła pierwszą działającą stację.

    Breathe in, hold it, hold it
    Go on, begin
    To let go, 'cause there's no
    Reason
    I'm turning myself
    Into somebody else
    Calm down, calm down, calm down
    I'm holding a heart here in my hand
    Hey, hey, hey
    My own work of art here where I stand
    Hey, hey, hey
Daria przygryzła wargę starając się powstrzymać od płaczu. Pomyślała od razu o Ance, która sama "stworzyła" rany na swoim ciele, a teraz patrząc na nie czuje odrazę wobec samej siebie.

Give in, it's so hard to start
Live in my skin
The bruises are useless
Against it
I'll try all I can
To find a soft place to land
Come down, come down, come down

Ale Daria nie potrafiła się uspokoić. Nie potrafiła już nic zobaczyć przez łzy zasłaniające jej widok. Wiedziała, że Anka starała się jak mogła, żeby nie sprawiać innym problemów swoją osobą, ale tak już musiało być. Daria wolała znać najbardziej straszną prawdę, niż sama dodawać sobie niepotrzebne tłumaczenia i powody zachowań przyjaciółki. Była ona dla niej ważniejsza niż wszystko inne. Oddałaby za nią własne życie bez zastanowienia, gdyby było to możliwe.... Ale niestety nie było.
Breathe in, hold it...

wtorek, 15 stycznia 2013

Moje ciało - moje więzienie 4

Anka przechadzała się po parku rozmyślając nad tym, jak wiele jej się w życiu udało, jak bardzo wdzięczna jest za przystojnego chłopaka, pracę, którą lubiła, wielu uśmiechniętych przyjaciół, piękne mieszkanie w centrum miasta... Współczuła przechodzącej obok nastolatce, mającej na sobie bluzkę z krótkim rękawkiem; można było bez trudu zauważyć przecinające się linie na jej skórze. Anka spojrzała na swoje ręce - idealnie gładkie, lekko opalone z małym tatuażem 'be still' na nadgarstku prawej ręki. Nie tak dawno temu sama była nastolatką z mnóstwem problemów na głowie, jednak była wdzięczna losowi za to, że nauczyła się akceptować je, rozumieć i pokonywać. Na końcu alejki zauważyła machającą do niej Darię - swoją najlepszą przyjaciółkę od zawsze. Obydwu dziewczynom życie ułożyło się lepiej, niż się tego spodziewały, były szczęśliwsze niż kiedykolwiek. Anka podniosła głowę w górę w stronę jasno świecącego słońca i uśmiechnęła się do swoich myśli.
Światło.
Jasne światło.
Bardzo jasne światło.
Nie widziała nic poza nim.
Anka mrugnęła kilka razy i z trudem powoli uniosła powieki.
Światło.
Jasne światło.
Bardzo jasne światło.
A wokół niego przestrzeń.
Biała przestrzeń.
Po chwili dotarło do niej, że światło wychodzi ze szklanej kuli... zawieszonej na sznurku...
Podniosła do góry rękę. Spostrzeżenie czerwonych blizn na niej nie było trudne. Dziewczyna westchnęła.
Rzeczywistość to było to, czego obawiała się najbardziej.

Nagle poczuła, że ktoś potrząsa jej dłonią.
Woła ją po imieniu.
Znała ten głos.
Daria.
Daria była tutaj jak zwykle dbając o nią bardziej niż o siebie.
Daria, po której policzkach spływały łzy.
Dlaczego płakała?
Anka rozejrzała się - była w pokoju swojej przyjaciółki. Leżała na ziemi. Wtedy poczuła ból przeszywający jej uda. Spojrzała w dół i wtedy dopiero zorientowała się, że leży w kałuży krwi. Przypomniała sobie...

  • O nie....

niedziela, 6 stycznia 2013

Extra

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że, zdawać by się mogło, nasze najmocniejsze i najbardziej pozytywne dla innych cechy są przeciwieństwem tego, co najbardziej chcemy ukryć? Piękna dziewczyna, która ze skromnością przyjmuje komplementy na swój temat mogłaby mieć problemy z samoakceptacją? Zabawna dusza towarzystwa będąc w zaciszu swojego pokoju przestaje mieć powód do odwracania uwagi od siebie? Dziewczyna z nieziemskim apetytem, którą inni uwielbiają za, tak zwane, bycie sobą odmawia sobie jedzenia w domu? Może jednak ludzie nie są tak skomplikowani jak nam się często wydaje, wystarczy tylko spojrzeć głębiej i widzieć rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, którą chcielibyśmy, by była...?

Moje ciało - moje więzienie 3


  • Jestem! - Anka krzyknęła wprost do głośnika domofonu. 
  • Chryste! Głośniej nie mogłaś? - Zabrzmiał głos Darii, która starała się zachować powagę, jednak nie mogła ukryć tłumionego śmiechu.
  • Hmm... W sumie... - Nabrała powietrza czekając aż Daria się złamie.
  • Nie! - Dziewczyna szybko otworzyła bramę i dodała obrażonym głosem. - Nienawidzę cię...
  • Tak, wiem, ale też trochę mnie kochasz. - Z tymi słowami Anka weszła do środka. Wchodząc po schodach prowadzących do mieszkania przyjaciółki nerwowo obciągała rękawy koszulki. Był środek lata, a ona nosiła wyłącznie koszulki z długimi rękawami. Nie chciała, by Daria znowu dowiedziała się o nowych bliznach; widziała jak na dłoni jak w ciągu sekundy jej twarz zmieniała wyraz. Nie chciała jej smucić, ale potrzebowała opowiedzieć komuś o tym, co siedzi w jej głowie. 
Daria starała się jeszcze przez chwilę zachowywać surowy wyraz twarzy, ale w towarzystwie Anki nigdy jej się to nie udawało. Nie mogła pojąć jak ktoś tak radosny, piękny, ciepły, szczery i zabawny może każdego dnia zmagać się z pytaniem: "żyć albo nie żyć". Jednak linie na jej rękach pomagały innym w przypominaniu sobie, że "ta osoba ma problemy, nie powiem jej więc czegoś wprost, bo się załamie" lub "dam tej osobie więcej czasu na oddanie zadania domowego, bo jeżeli coś sobie zrobi, to wszyscy będą winić mnie"... Zupełnie jakby "ta osoba" nie tkwiła w każdym z nas... Każdy ukrywa to w inny sposób; inni nie starają się nawet tego ukryć, a dla jeszcze innych ukrycie tego nie jest do końca możliwe, nawet jeżeli starają się jak nigdy. Daria nie mogła nie zwrócić uwagi na to, jak jej przyjaciółka uporczywie ściskała rękawy swojej koszulki.

  • A ty co się tak zawiesiłaś? - Anka wyrwała ją z zamyślenia.
  • Nie, nie, nic. Co się stało, że tak bardzo nie chciałaś spać w domu?
  • W sumie to nic takiego... - Chciała powiedzieć przyjaciółce, że "tak, coś się stało", "tak, nie panuję nad sobą", ale jakaś część jej bała się, że znowu zawiedzie Darię. Wiedziała też, że tamta zapyta jeszcze raz... i drugi... i trzeci... i dziesiąty, bo widzi, że coś nie jest w porządku. Anka czuła się z tym okropnie. Wiedziała, że zachowuje się jak ostatnia egoistka, ale nic nie mogła na to poradzić.
  • Przecież widzę, że coś cię dręczy. No już, będzie ci łatwiej.
  • Oj, to nie jest istotne. - Anka zastanawiała się ile jeszcze będzie w stanie ciągnąć tą nieudolną próbę oszukania przyjaciółki, ale i samej siebie zanim wybuchnie.
  • Ok, jak tak uważasz... - Daria zamknęła temat i wyszła z pokoju zostawiając Ankę samą z jej myślami. Przez chwilę ta siedziała po cichu starając się uspokoić, jednak nie musiała czekać długo zanim nadeszło to, czego obawiała się coraz bardziej.
  • Wszystko twoja wina, znowu twoja wina. - Szeptała na wpół bezwiednie przeszukując torbę w poszukiwaniu czegoś metalowego i błyszczącego, co w tym momencie rozwiałoby jej wszystkie smutki. A nawet jeżeli nie, to i tak wolała to mieć za sobą. Nie mogąc na nic natrafić, wyciągnęła z piórnika temperówkę. W końcu blaszka w środku była metalowa. Wykręcenie śrubki zębami zajęło jej kilka sekund, problemem okazało się to, że na przegubie jej ręki nie było już miejsca wolnego od bruzd. Anka szybko przeanalizowała opcje, po czym zsunęła odrobinę spodnie przykładając do nich blaszkę. Zatopiła ją w swoim ciele. To była ostatnia rzecz, którą pamiętała, zanim osunęła się na podłogę...

sobota, 5 stycznia 2013

Moje ciało - moje więzienie 2


Daria zbierała brudne ubrania z podłogi w swoim pokoju. Przed chwilą napisała do niej Anka i poprosiła czy może zostać u niej na noc. Daria domyśliła się, że dziewczyna wypiła odrobinę za dużo u dziadków i nie chce być sama w domu ze swoimi myślami. Zastanawiała się jak powie przyjaciółce o tym, że matka tamtej umówiła ją na wizytę u psychologa bez jej wiedzy. Pani B. przyznała jej się, że podsłuchała przypadkiem ich rozmowę i wie o problemach córki, jednak boi się sama do tego przyznać dziewczynie; uważa bowiem, że Daria lepiej jej to przekaże i uda się jej przekonać Ankę. Jednak dziewczyna zaczynała w to wątpić. Mówiła już nie raz przyjaciółce, że może powinna poszukać pomocy u kogoś, kto zna się na tym lepiej, jednak ta zbywała ją swoim klasycznym „Nie ma takiej potrzeby, przecież nic się nie dzieje”. Ale właśnie się dzieje. Daria ze smutkiem patrzyła na wszystko. Obie roztrząsały ten temat niemal za każdym razem kiedy się widziały, szukając powodu, dla którego Anka pierwszy raz zrobiła sobie krzywdę, dalej jednak nie doszły do tego kiedy i dlaczego to się zaczęło. Startując na kłótniach z rodzicami, poprzez pierwsze zakochania, a kończąc na średniej poniżej 5,5 w piątej klasie szkoły podstawowej – analizowały wszystko, a dalej nie mogły doszukać się tego jednego konkretnego bodźca.
  • Jestem beznadziejna. - Z tymi słowami Daria przerwała sprzątanie i rzuciła się na łóżko. Nie miała pojęcia co jeszcze może zrobić, by pomóc przyjaciółce. Niemal każdego dnia mówiła Ance jak bardzo ta jest dla niej ważna, jak bardzo była z niej dumna, kiedy ułamek sekundy przed nadejściem wielkiego bólu i niesamowitego ukojenia Anka wyrzuciła żyletkę. Starała się podnosić jej samoocenę i zachęcać do uśmiechu, a jednak przychodził moment, kiedy nic nie działało i liczyło się tylko TO... Daria nie chciała przyznawać na głos tego, jak bardzo zadręczały ją czarne myśli. Kiedy widziała, że jej przyjaciółka jest w złym humorze wpadała w kompletną paranoję. Liczyła sekundy kiedy tamta wróci z łazienki, badała jej wyraz twarzy po rozmowie z każdą kolejną osobą, czekała kiedy tamta nawet nieznacznie podciągnie rękaw, żeby skontrolować, czy nie pojawiły się nowe blizny. Wiedziała, że Anka nie potrzebuje kolejnej osoby, która patrzyłaby na nią przez pryzmat problemu i wiecznie użalała się nad biedną dziewczyną, która zasłania się depresją przed wszystkim i wszystkimi. Wręcz przeciwnie: potrzebny był jej ktoś, kto mógł znieść wszystko, co się z nią działo, komu mogłaby powiedzieć: „Jest źle, boję się samej siebie, porozmawiaj ze mną teraz, odwróć moją uwagę, bo tym razem to może się skończyć gorzej niż bym chciała”. Dlatego nawet kiedy miała ochotę usiąść i płakać, Daria wiedziała, że nie może. Co gdyby przyjaciółka widząc jej łzy doszła do wniosku, że jest zbyt dużym ciężarem? Co gdyby to miało przeważyć szalę, na której spoczywało życie, zdrowie, ale też szczęście przyjaciółki? Szczęście... czym ono w ogóle było dla Anki? Momentem kiedy czuła się rozumiana przez najbliższą osobę czy żyletkę? Uczuciem ulgi kiedy mogła wypłakać się na ramieniu Darii czy kiedy gorąca krew spływała jej po ręce? Zadowoleniem ze wsparcia, które nie zawsze zauważa czy ze „spełnionego obowiązku”? Daria nie do końca wiedziała, czy chce znać odpowiedzi na wszystkie te pytania, wiedziała tylko jedno: musiała być silna. Dla niej.